HARUKI MURAKAMI • „NORWEGIAN WOOD”

Strata najlepszego przyjaciela zawsze boli. Zwykle jest lżej, gdy cierpienie dzielimy z drugą osobą. Co zrobić, jeśli jednak nie jesteśmy w stanie być dla niej dostateczną podporą? Czy można kochać dwie kobiety równocześnie?

„Norwegian Wood” było moim pierwsze spotkaniem z twórczością Murakamiego. Bardzo intymnym, nastrojowym, zupełnie innym. Czułam pewną obawę przed czytaniem. Słyszałam sporo negatywnych opinii o tym japońskim autorze, zwanym przez niektórych „azjatyckim Coelho”. Cieszę się, że nie do końca uwierzyłam, bo straciłabym sporo wspaniałych lektur! Tytuł książki nawiązuje do piosenki Beatlesów — i to był chyba ostateczny bodziec zachęcający do zapoznania się z Murakamim. Tym bardziej, że muzyka ciągle krąży gdzieś w tle. Subtelna, ale na tyle głośna, aby przemawiać.

Streszczenie fabuły jest zadaniem dość trudnym — całość toczy się wolno, nieco melancholijnie. Tōru Watanabe, główny bohater i narrator, opowiada historię swojej młodości, której rozkwit przypada na lata sześćdziesiąte. Chłopak boryka się z miłością do wyalienowanej Naoko. Łączy ich żałoba po samobójczej śmierci wspólnego przyjaciela. Naoko nie potrafi sobie poradzić ze stratą, jednocześnie bojąc się rodzącego uczucia. Wpada w głęboką depresję, a Tōru nie jest w stanie pomóc. W jego życiu pojawia się energiczna Midori. Watanabe stoi przed trudnymi wyborami, nie szczędząc głębokich przemyśleń i monologów.

W powieści pojawiają się wątki erotyczne, często opisane dość technicznie, ale sądzę, że był to celowy zabieg. Nie przeszkadzał mi, choć wcześniej skrytykowałam za to Sarę Waters. Różnica polegała chyba na doborze słów. Przymiotnik „flegmatyczny” bardzo tutaj pasuje. „Norwegian Wood” to powieść trochę depresyjna, ale porażająca wielowarstwowością. Autor pokazuje różne śmierci. Każdy, nawet poboczny bohater ma do opowiedzenia jakąś historię, co sprawia, że trudno się wynudzić.

Samo wydanie jest naprawdę porządne. Okładka cieszy oko, czcionka ładnie współgra z kolorytem stron. Mam nadzieję, że pewnego dnia skompletuję wszystkie książki Murakamiego — takie ciche marzenie.

Haruki Murakami jest twórcą, który posiada bardzo specyficzny styl pisania. Jednych może drażnić, innych zachwycić. Ciężko przejść obojętnie. „Norwegian Wood” (pomimo poetyki) nie zasługuje na maksimum, bo nie jest to najlepsza powieść w dorobku autora. Jednak sądzę, że osoby, które jeszcze nie zaznajomiły się z Japończykiem mogą być zadowolone. Polecam czytelnikom niepotrzebującym wybuchów i fajerwerków. Lektura skłania do przemyśleń, wprowadza dziwny rodzaj spokoju — nieustannie towarzyszący, aż mamy go dość.

AUTOR • HARUKI MURAKAMI
TYTUŁ • „NORWEGIAN WOOD”
LICZBA STRON • 472
WYDAWNICTWO • MUZA
ISBN • 978-83-7758-569-6

18 komentarzy:

  1. Murakami to taki mój mały wyrzut - czytałam zbiór opowiadań i cudowną "Kronikę ptaka nakręcacza", ale nie mam czasu na kolejne jego powieści, choć mam na nie ogromną ochotę. Ach te czytelnicze dylematy. W każdym razie "Norwegian wood" jest jedną z tych, które muszę poznać. A Tobie polecam "Kronikę..." - jest genialna! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, czytałam tę książkę. To prawdopodobnie moja ulubiona powieść w dorobku Murakamiego! Właśnie dlatego „Norwegian Wood” dostał tylko cztery gwiazdki. :D

      Usuń
  2. Murakami to jeden z tych autorów, który miał swoje 5 minut i swego czasu zrobił wielki szum na rynku wydawniczym. Teraz chyba trochę o nim ucichło. Jako że przeważnie hype na coś skutecznie mnie od tego odstrasza, to chyba czas, kiedy mogę spokojnie zapoznać się już z książkami tego autora. Wielu znajomych mi go polecało, a po Twojej recenzji wiem, że pierwszą książką, po jaką sięgnę będzie właśnie "Norwegian Wood" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobne odczucia. Był taki okres, gdy wszyscy zaczytywali się w Murakamim, a ja nie lubię takiego wiru. :D

      Tak, polecam „Norwegian Wood” jako sam początek. To bardzo życiowa książka, inne autorstwa Harukiego są bardziej fantastyczne.

      Usuń
  3. Nie czytałam kompletnie nic spod pióra Murakamiego, o czym zresztą już nie raz wspominałam i za każdym razem coraz bardziej mi głupio - czy ja jestem jedyną osobą, która o nim nie może się wypowiedzieć? Właśnie myślałam, by moją przygodę z tym japońskim pisarzem zacząć właśnie od tego dzieła, może jednak się przekonam?
    Świetna recenzja, jak zwykle, aspirujesz do mojego ulubionego bloga, haha :*
    Zapraszam do mnie na recenzję "Restart" Amy Tintery!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się — jeszcze wiele osób nie czytało książek autorstwa Murakamiego. „Norwegian Wood” jest dobrym rozpoczęciem przygody, bo nie miesza tak mocno w głowie (mimo depresyjnej fabuły).

      Dziękuję za komplement! Zajrzę, oczywiście. :)

      Usuń
  4. Przygodę z Murakamim zaczęłam nietypowo bo od " O czym mówię kiedy mówię o bieganiu" i chyba wiem co pójdzie na warsztat jako kolejne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, że przypomniałaś mi o tej książce. Miałam z nią pewne kłopoty, jakoś nie dawałam rady dotrzeć do sedna. Muszę sobie powtórzyć. :)

      Usuń
  5. O tej książki zaczęła się moja miłość do Murakamiego. Trwa nadal i nie sądzę, aby miałaby się wypalić, nawet, jeśli nie wszystkie książki czytało mi się równie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory dwie średnio mi się spodobały, ale Murakami nadal jest w czołówce moich ulubionych autorów. :) Świetnie operuje słowem.

      Usuń
  6. Oo, a którą powieść Murakamiego uważasz za najlepszą? Pytam, bo właśnie "Norwegian..." uchodzi za najlepszą :) Choć ja osobiście wolę "Przygodę z owcą" czy "Kronikę ptaka nakręcacza". Ale dla mnie Murakami to jeden z ulubionych twórców, mogę nie byc obiektywna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Kafka nad morzem” i wspomniana przez Ciebie „Kronika ptaka nakręcacza” — zdecydowanie moje ulubione książki autorstwa Murakamiego.

      Oj, mnie też jest daleko do obiektywności, więc tę recenzję pisało mi się wyjątkowo trudno! :D

      Usuń
    2. W 100% rozumiem! :) "Kafkę..." też bardzo lubię! W ogóle bardziej wolę powieści niż opowiadania, ale np. ostatnio wydany zbiorek "Mężczyźni bez kobiet" bardzo mi się podobał. "Zniknięcie słonia" już mniej ;)

      Usuń
    3. Muszę przyznać, że już dawno nie czytałam Murakamiego i bardzo chętnie odświeżyłabym sobie jego twórczość, więc może w końcu przekonam się do opowiadań. :)

      Usuń
  7. Trochę obawiam się tej depresyjności, ale jestem ciekawa, jakie motywy śmierci opisuje autor, ta nutka technicznej erotyczności też mnie kusi :). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie polecam! Myślę, że się nie rozczarujesz — mimo tego smutku. :)

      Usuń
  8. "Norwegian Wood" to moje drugie spotkanie z Murakamim. Pierwszą książką było "Na południe od granicy, na zachód od słońca". Zdecydowanie bardziej spodobało mi się właśnie "Norwegian Wood". Dałam się ponieść jego opowieści i przepadłam. :) Na pewno sięgnę po inne jego książki. Na mojej półce już czeka "Sputnik Sweetheart". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, właśnie przypomniałam sobie o tej książce. „Sputnik Sweetheart” to wspaniała powieść, na pewno się nie zawiedziesz! Koniecznie muszę sobie odświeżyć. :)

      Usuń