KATE LORD BROWN • „ZAPACH GORZKICH POMARAŃCZY”

Ile trudnych dróg musi przejść człowiek, aby odkryć to, co latami skrywało się za łzami, bólem i tęsknotą? „Przeznaczenie” — często przegadane słowo, które może zaskoczyć swoją siłą.

Na „Zapach gorzkich pomarańczy” musiałam czekać prawie rok. Apetyt rósł w miarę jedzenia. Opisy i recenzje, które czytałam w Internecie sprawiały, że zaczęłam naprawdę się niecierpliwić. Czy warto było przetrwać te długie miesiące? Tak, bo lektura, która nie nudzi aż do uśnięcia jest cenna. Nie, bo moje oczekiwania chyba były zbyt wygórowane. 

Gdy książka w końcu trafiła w moje ręce, to momentalnie zakochałam się w zdjęciu widniejącym na okładce. Uwielbiam takie fotografie: wysmakowane, eleganckie, równocześnie pozbawione przesadnego blichtru. Trochę żałuję, że wydawnictwo nie postarało się o twardą okładkę. W miękkiej delikatnie odklejają się rogi, trochę zaginają. Nie za dobrze to wygląda. 

Za to sama treść jest zdecydowanie mocniejsza. Powieść toczy się dwutorowo. Przenosimy się w czasie do okresu, gdy Hiszpania była trawiona przez wojnę. Freya i jej brat, Charles, są naocznymi świadkami tych tragicznych wydarzeń. Cierpią, kochają, próbują pomagać. Oprócz plejady bohaterów fikcyjnych spotykamy także ludzi, którzy istnieli naprawdę. I tak właśnie książka zaczyna się od przedstawienia pary fotografów. Gerda Taro i Robert Capa, a nawet sam Ernest Hemingway będą nam towarzyszyć w późniejszych rozdziałach. Następnie skaczemy kilkadziesiąt lat do przodu. Emma, wnuczka Freyi, w ataku na World Trade Center traci ukochanego, ale to nie koniec jej kłopotów. Musi walczyć nie tylko o siebie. Postanawia zmienić swoje życie, wyprowadza się do wcześniej wspomnianej Hiszpanii. To właśnie tam, w małym miasteczku, odkrywa poruszające tajemnice związane z jej rodziną…

„Zapach gorzkich pomarańczy” potrafi wciągnąć. Obie historie przeplatają się z rozdziału na rozdział, a te są dość krótkie. Trudno skupić się na jednej opowieści, więc często trzeba cofać się o kilka kartek. Samo zakończenie jest bardzo rozczarowujące. Nie chcę zdradzać fabuły i odbierać przyjemności z czytania, ale zapewniam: nastawianie się na spektakularny finał jest bezcelowe. Powieść Kate Lord Brown może zająć na kilka godzin, ale raczej nie zapada w serce. Współczesna część historii momentami bywa nudna, a postać Emmy wydaje się być napisana w troszkę niedbały sposób. Za największy plus całości mogę uznać fakt, że zainteresowałam się Gerdą Taro. Z przyjemnością sięgnęłabym po jakąś jej biografię, ale o tym może w przyszłej recenzji…

Liczę, że przeczytam jeszcze inne powieści Kate Lord Brown i będę miała jakieś porównanie. Nie żałuję czasu spędzonego nad „Zapachem gorzkich pomarańczy”. Troszkę się wzruszyłam nad losem Freyi i jej przyjaciółki. Dlaczego? O tym już musicie przeczytać sami.

AUTOR • KATE LORD BROWN
TYTUŁ • „ZAPACH GORZKICH POMARAŃCZY”
LICZBA STRON • 496
WYDAWNICTWO • PRÓSZYŃSKI I S-KA
ISBN • 978-83-7839-519-5

2 komentarze:

  1. Raczej nie dla mnie, nie lubię tego typu książek, aczkolwiek dzięki za polecenie - kiedy najdzie mnie ochota na coś takiego, z pewnością sięgnę. Świetna recenzja :)
    Pozdrawiam i zapraszam na recenzję "Klątwy tygrysa"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, czasami zmieniają się przyzwyczajenia. Wtedy człowiek pragnie jakiejś odmiany i sięga po książki, które sprawiają wrażenie takich, które nas nie interesują. :)

      Pozdrawiam!

      Usuń