DARIEN GEE • „HERBACIARNIA MADELINE”

Każdy ma jakieś problemy, ale wielu nie jest sobie w stanie z nimi poradzić. Czasem okazuje się, że przyjazny gest i ciepłe słowa mogą czynić cuda.

Avalon, niewiele miasteczko w Stanach Zjednoczonych. Trudno byłoby przypuszczać, iż losy ludzi połączy chleb. Tak — dokładniej zakwas chlebowy. W ten sposób poznajemy trzy bohaterki. Julię gnębi wydarzenie z przeszłości. Bardzo oddala się od swojego męża i małej córeczki, żałobę po śmierci Josha, syna, przeżywa samotnie. Za wypadek wini młodszą siostrę. Julia nie potrafi odnaleźć spokoju. Jednak decyduje się upiec chleb, gdy mała Gracie znajduje na progu domu zakwas. Zasady są proste — część substancji przekazujemy dalej, tworząc łańcuszek. Kolejną bohaterką jest Hannah, utalentowana wiolonczelistka. Niestety, jej życie osobiste załamuje się wraz z rozpadem małżeństwa. Dziewczyna szuka anonimowości w spokojnym miasteczku. I Julia, i Hannah, trafiają do niepozornej herbaciarni. Należy ona do Madeline, starszej kobiety, która zawsze służy radą i raczy wspaniałymi wypiekami. Z czasem między kobietami rodzi się fantastyczna przyjaźń, a każda z nich powoli wychodzi z kryzysów…

Zwykle otaczam się melancholijnymi książkami. Jednak zdarzają się momenty, gdy mam ochotę na odrobinę optymizmu. Właśnie dlatego sięgnęłam po powieść Darien Gee. Przyjemna dla oka okładka, ciekawa rekomendacja — doszłam do wniosku, że chyba właśnie tego szukałam. Z reguły nie jestem fanką obyczajówek, ale tym razem daleko mi do zawodu.

Szczerze przyznaję, że pomysł na książkę bardzo mi się spodobał. Wiele osób może stwierdzić, iż jest on trochę przesłodzony. Pieczenie chleba, który łączy ludzi, szczęśliwe zakończenie. Jednak pamiętajmy — właśnie to obiecano nam na okładce. „Herbaciarnia Madeline” jest pozycją bardzo dobrą na ten zimowy czas. Krzepiąca, poprawia humor. Na samym końcu znajdujemy przepis na chleb, możemy się nim podzielić z bliskimi. Zbliża się Boże Narodzenie, trochę wolnego czasu — zachęcam do spróbowania!

To dobra powieść, bardzo lekka. No właśnie, ostatnia cecha jest zarówno zaletą, jak i wadą. Darien Gee zapewnia rozrywkę i radość. Mimo tego wydaje mi się, iż dość łatwo jest zapomnieć o „Herbaciarni Madeline”, choć czas tam spędzony można uznać za miło wykorzystany.

TYTUŁ • „HERBACIARNIA MADELINE”
AUTOR • DARIEN GEE
LICZBA STRON • 496
WYDAWNICTWO • PRÓSZYŃSKI I S-KA
ISBN • 978-83-7648-985-8

20 komentarzy:

  1. Okładka mnie zachwyciła. A pomysł też całkiem obiecujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, że nie tylko ja zwracam taką uwagę na okładki! :)

      Usuń
  2. Czy ja wiem, czy potrzebuję teraz dawki optymizmu? Chyba wolę bardziej ciężkie, depresyjne klimaty, przynajmniej do świąt... a poza tym tak czy tak wolę coś cięższego :-)
    Świetna recenzja!
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na recenzję "Wybranych" C. J. Daugherty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże Narodzenie samo w sobie kipi radością, więc przesyt bywa niewskazany! ;)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy pomysł na książkę. Czasem dobrze jest sięgnąć po coś optymistycznego, co poprawi humor. Nie można ciągle czytać trwać w melancholijnych klimatach. :) I jeszcze ten dodatek w postaci przepisu. Bardzo pomysłowe. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, ten przepis bardzo mi się spodobał. Jest łatwy w wykonaniu, a efekt — pyszny. :)

      Usuń
  4. Szkoda, ze nie każda lektura okazuje się niezapomnianą, prawda? Mimo wszystko warto szukać :)
    Powyższą książkę polecę mamie, ona kocha takie klimaty, a ja powoli czuję przesyt.
    Pozdrawiam cieplutko :)
    lustrorzeczywistosci.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Trzeba przebrnąć przez tony dobrych i złych książek, aby w końcu trafić na wspaniałe. :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Podoba mi się okładka. Gdybym znalazła tę książkę, to wypożyczyłabym ją, ale tak to nie wiem, czy chcę po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie w ten sposób znajduję większość powieści typowo obyczajowych. Gdy na nie trafię, to wypożyczam. Raczej nie kupuję. :)

      Usuń
  6. Po taką książkę sięga się z pewną świadomością jej wnętrza, mi bardzo odpowiadałaby taka lektura, jest idealna na zimowe wieczory. A pomysł pieczenia chleba? Czemu nie :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, pomysł z przepisem bardzo mi się spodobał — całkiem oryginalny. Najważniejsze, że związany z fabułą! :)

      Usuń
  7. Nie dziwię się, że okładka dodała cegiełkę do Twojej chęci przeczytania - jest piękna :) Czasami mam ochotę na coś lżejszego i nie dziwię się Twojej ocenie - takie książki zazwyczaj nie zasługują na miano arcydzieł, ale czyta się je przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod Twoimi słowami. Książki tego typu nie zapadają w pamięć, ale czas spędzony nad nimi nie jest zmarnowany. Ot, lekkie powieści, które poprawiają humor. :)

      Usuń
  8. Nie słyszałam o niej, ale okładka bajeczna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt często zwracam uwagę na same okładki. :D

      Usuń
  9. Również nie jestem fanką obyczajówek, dlatego tę powieść sobie odpuszczę. Niemniej uważam, że książka ma cudną okładkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, byłoby cudownie, gdyby każda okładka pokrywała się ze wspaniałą fabułą! :)

      Usuń
  10. Skoro książka lekka, a ocena niezbyt wysoka... nie wiem co o tym sądzić. Zwykle na typowe przciętniaki staram się nie marnować czasu :)

    A okładka rzeczywiście ładna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że nie sięgnęłabym po tę książkę, gdybym nie miała okazji jej wypożyczyć.

      Usuń