MARCEL PROUST • „W STRONĘ SWANNA”

Niepozorne ciastko, którego zjedzenie może otworzyć drzwi do wspomnień. Klucz mieszczący się na języku, z każdym kolejnym kęsem uchylający kolejne wrota. Smak z lat dzieciństwa, potrafiący zdziałać cuda.

Marcel Proust kusił mnie od naprawdę dawna. Jednak byłam świadoma tego, że chyba jeszcze nie dorosłam, aby sięgnąć po tak wymagającą lekturę. Bynajmniej nie miałam na myśli wieku, raczej odpowiednie przygotowanie. Pierwsze podejście okazało się być kompletną porażką. Wymęczyłam się nad kilkunastoma stronami i dałam sobie spokój. Dopiero kilka miesięcy temu stwierdziłam, że nadeszła odpowiednia pora. Przechadzałam się między półkami księgarni i zauważyłam nowe wydanie „W stronę Swanna”. Wówczas przypomniałam sobie o Marcelu i podjęłam wyzwanie. Wyzwanie wymagające skupienia, ale nie żałuję efektu. Tym razem dałam ponieść się magii słowa, tym pieczołowicie snutym opisom, które wcześniej wydawały mi się nudne i nużące.

Głównym bohaterem jest Marcel. Pewnego dnia sięga po magdalenkę — ciastko, którego smak przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, które spędzał w sielskiej wiosce o nazwie Combray. Razem z rodzicami odwiedza tam schorowaną ciotkę Leonię i dziadków. Młody Marcel uwielbia swoją matkę, drży przed autorytetem ojca i podziwia babkę, osobę o nietypowym charakterze. Wraca do momentów, gdy przechadza się w stronę Méséglise-la-Vineusen. Z drogą sąsiaduje dom niejakiego Swanna, człowieka bardzo oczytanego, konesera sztuki. Mężczyzny opętanego miłością do Odety de Crécy, wyrachowanej materialistki, która czerpie ogromną przyjemność z męczenia nieszczęśnika. Z czasem pojawia się postać Gilberty, córki Swanna. Gilberta jest dla Marcela dziecięcym zakochaniem, pierwszą fascynacją…

Długo myślałam nad odpowiednim opisaniem fabuły. To ciężkie zadanie, bo trudno wyłuskać konkretne fakty z całego oceanu alegorii. Muszę przyznać, że nie jest to książka, która porwie każdego. Wiele osób odrzuci ją na samym początku i nikogo za to nie winię, bo doskonale rozumiem trudy pojawiające się podczas lektury. Na „W stronę Swanna” po prostu trzeba poświęcić sporo czasu i energii, przygotować się i nastawić na pewne refleksje. Jednak nie chcę Was zniechęcać, gdyż wierzę, że niektórzy mogą się zachwycić. Warto spróbować, na mnie całość zrobiła spektakularne wrażenie. Takie, które spędza sen z powiek i każe zastanowić się nad przeczytanymi zdaniami raz jeszcze. Jednocześnie chcę dodać, że tym razem nie będę rozpływać się nad szatą graficzną, bo jak widzicie, to stare wydanie. Jeśli na nie traficie, to bardzo dobrze, bo taki „antyk” dodaje smaczku. Jeśli posiadacie nowy egzemplarz, to jestem ciekawa Waszych opinii.

„Dużo lat upłynęło od tego dnia. Schody i ściana, na której ujrzałem odblask świecy ojca, nie istnieją już od dawna. We mnie też zniszczało wiele rzeczy, o których myślałem, ze powinny trwać wiecznie, i nowe wyrosły, dając początek nowym troskom i radościom, których wówczas nie byłbym mógł przewidzieć, tak samo jak dawne stały mi się trudne do zrozumienia.”

Marcel Proust przemycił do całej serii (oprócz „W stronę Swanna” istnieje jeszcze sześć tomów) mnóstwo wątków autobiograficznych. I stworzył coś wybitnego, za sprawą wirtuozerii słów. Większość książki skupia się na analizie, opisie, retrospekcji, nie znajdziemy tam zbyt wielu dialogów. Akcja toczy się bardzo powoli, czasem powinniśmy wrócić do poprzedniej strony, dlatego podkreślę jeszcze raz: tę powieść należy sobie dawkować. Utrudnieniem może być brak rozdziałów, „W stronę Swanna” podzielono po prostu na trzy części. Wiem, że wydaje się to wtórne i nie brzmi zbyt zachęcająco, ale zapewniam, iż styl pisania Prousta jest niesamowity. W tym momencie wielkie, wręcz ogromne ukłony należą się tłumaczowi. Tadeusz Boy-Żeleński podjął się zadania trudnego, ale efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Nigdy wcześniej nie trafiłam na tak porządne oddanie sensu, a jednocześnie zachowanie pewnej poezji.

Główny bohater odznacza się wspaniałym zmysłem obserwacji. Tak samo autor, który przedstawił zawiłości ludzkiej natury, zakłamanie społeczeństwa, nie bał się wyśmiać głupoty wyższych sfer. Ludzi uważających się za lepszych od innych, będących słodkimi i uroczymi, równocześnie obrażając się nawzajem za plecami. Dla mnie jedną z najważniejszych cech całej powieści jest jakaś specjalna umiejętność Prousta do wzbudzania wspomnień. Moje dzieciństwo już minęło, a ta książka sprawiła, że dziwnym sposobem wróciłam do sytuacji sprzed lat. I to takich żyjących gdzieś głęboko w moim umyśle. Kosmiczne uczucie, tak bym je nazwała.

Właśnie doszłam do wniosku, że do tej książki powinno się wracać jeszcze kilka razy, bo w ten sposób odsłoni się jeszcze więcej warstw. Przeczytałam dopiero jeden tom, ale z pewnością chcę sięgnąć po kolejne, bo sądzę, iż wówczas cały sens zostanie kompletnie zrozumiany. Jeśli będziecie mieli okazję, aby zapoznać się z Proustem, to spróbujcie. I nie zniechęcajcie się, gdy jego twórczość nie przypadnie Wam do gustu. Może w przyszłości będzie lepiej, może to jeszcze nie ta pora? Polecam osobom, które lubią takie czytelnicze wyzwania i posiadają troszkę melancholijną naturę.

„Ale kiedy, po śmierci osób, po zniszczeniu rzeczy, z dawnej przeszłości nic nie istnieje, wówczas jedynie zapach i smak, wątlejsze, ale żywsze, bardziej niematerialne, trwalsze, wierniejsze, długo jeszcze, jak dusze, przypominają sobie, czekają, spodziewają się — na ruinie wszystkiego — i dźwigają niestrudzenie na swojej znikomej kropelce olbrzymią budowlę wspomnienia.”

AUTOR • MARCEL PROUST
TYTUŁ • „W STRONĘ SWANNA”
LICZBA STRON • 544
WYDAWNICTWO • PAŃSTWOWY INSTYTUT WYDAWNICZY
ISBN • 83-7255-397-1

20 komentarzy:

  1. Ja mam troszkę melancholiczną naturę, a po książkę chętnie sięgnę! :D
    Dziękuję za recenzję! :)
    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do mnie: http://cudowneksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w takim razie może Ci się spodobać. :)

      Już zaglądam!

      Usuń
  2. Książka już od dobrych kilku lat czeka na mnie na półce. A ja, zarzekając się, że w końcu zacznę czytać więcej klasyki, jakoś od niej stronię. Muszę to koniecznie nadrobić, bo po Twojej recenzji nabrałam dużej ochoty na tą lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że przypomniałam Ci o tej książce. :) Czekam na Twoją opinię, gdy już przeczytasz.

      Usuń
  3. Nigdy nie słyszałam o tej książce i coś czuję, że to był duży błąd ;) Muszę ją mieć! Pozdrawiam ;*

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jest takie ładne wydanie, wspomniałam o nim w notce. Jeśli już kupisz, to koniecznie opowiedz o swoich wrażeniach! :)

      Usuń
  4. Od sierpnia jestem w trakcie lektury tej książki. Ja niestety zabrałam się za nią zbyt późno. Jeszcze kilka lat temu, gdy w lekturze szukałam wyzwań byłaby ona idealna dla mnie. Teraz gdy po ciężkim dniu pracy, czytając w trakcie kąpieli dzieci, lub przy smażeniu naleśników nie daję rady skupić się na niej wystarczająco. Ciągle wynajduję inne książki które czytam w międzyczasie, a do "W stronę Swanna" wracam na jakieś 5-10 stron, aby znowu go porzucić na tydzień lub dwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że Twój sposób czytania tej książki nie jest zły. To ciężka powieść, więc dawkowanie sobie po kilka stron ma sens. Sama czasem ją odkładałam na kilka dni, aby trochę odpocząć i nabrać entuzjazmu. :)

      Usuń
  5. Do niektórych książek trzeba w jakiś sposób dorosnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Każdemu takie dojrzewanie zabiera trochę czasu, ale warto poczekać, aby móc wydobyć z danej książki to, co najlepsze. :)

      Usuń
  6. Od jakiegoś czasu planuję zaznajomić się z twórczością Prousta :) Wiem, że to nie jest łatwa i lekka literatura, dlatego pomału dojrzewam i czekam na odpowiedni moment, aby wreszcie przeczytać i docenić :) Świetne cytaty wybrałaś :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to dość ciężka powieść, ale warta przeczytania. Mam nadzieję, że te fragmenty jeszcze bardziej Cię przekonały do Prousta. :)

      Usuń
  7. Myślę, że książka mogłaby przypaść mi do gustu. Chętnie się poznam ten twór, mam ochotę na coś ,,ciężkiego''.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miewam ochotę na takie książki. Proust powinien sprawdzić się idealnie. :)

      Usuń
  8. Jeszcze nie miałam przyjemności poznać twórczości Marcela Prousta, choć wielowarstwowość lektury bardzo mnie ciekawi. Z dużą chęcią zmierzę się z autorem. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że może Ci się spodobać. Ważne, aby się nie zniechęcać! :)

      Usuń
  9. Czuję, że teraz Proust to za wysokie progi dla mnie. Za jakiś czas na pewno po niego sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnij po tę powieść, gdy będziesz gotowa. Fakt, to wymagająca lektura, ale warto na nią poczekać, bo późniejszy efekt może bardzo przypaść do gustu. :)

      Usuń
  10. nowe wydania są niesamowite, mam u siebie niestety tylko dwa pierwsze tomy ;x
    osobiście lubię Prousta, to chyba najlepsze słowo, sposób w jaki historię opowiada autor jest szczególny, tyle opisów, refleksji. jak napisałaś - istny ocean alegorii ;) i chociaż pamiętam że się zachwycałam to jednak w pewnych momentach lektura mnie męczyła strasznie, musialam ją sobie dawkować, wracać po chwili ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobnie. Odkładałam książkę, dawałam sobie chwilę oddechu, a po pewnym czasie wracałam żądna tych wspaniałych opisów. :)

      Usuń