DINAH JEFFERIES • „ROZŁĄKA”


Relacja matki z córkami jest szczególna. Niekiedy przerywana przez tragiczne wydarzenia, smagana przeciwnościami losu, ale wciąż, gdzieś w głębi, istniejąca. Ile złego może znieść kobieta, aby dotrzeć do swoich dzieci? Czy powinna wyruszyć w zagrażającą życiu podróż, byle tylko odkryć rzeczywiste wydarzenia, wolne od obłudy?

Rok 1955, Malaje Brytyjskie. Lydia Cartwright jest żoną urzędnika, Aleca. Kobieta odwiedza chorą przyjaciółkę, chcąc pomóc jej w chorobie. W końcu wraca do domu, gdzie czeka ją przykra niespodzianka. Alec spakował ich córki, Fleur i Emmę, nagle wyjechał bez żadnej wiadomości. Wyczyścił konto bankowe, przepadł niczym kamień w wodę. Załamana Lydia napotyka jedynie fałszywą informację i wyrusza na północ kraju, by odnaleźć bliskich. Nie wie, że przebywają oni w dalekiej Anglii. Malaje Brytyjskie to niebezpieczne miejsce dla nietamtejszych ludzi. Ogarnięte wojną tereny, czyhające na każdym kroku zagrożenie. Mija czas, a bohaterka jest przekonana o śmierci ukochanych córek. Finalnie poznaje zatrważające fakty i postanawia za wszelką cenę odszukać Fleur i Emmę, nie bacząc na konsekwencje…


Miesiące szybko umykają! Właśnie uderzyła mnie świadomość, że to już trzecia powieść autorstwa Jefferies, którą mam okazję recenzować. Stwierdziłam, iż będę sięgała po każdą jej książkę wydaną w Polsce, bo idealnie trafiają w moją wrażliwość, świetnie odprężają, mimo dość ciężkich fabuł. Doskonale rozumiem, dlaczego tak ujmuje w tej twórczości. Wprost uwielbiam, gdy akcje dzieją się kilkadziesiąt lub kilkaset lat wstecz. Jakoś jestem przywiązana do przeszłości, a Dinah cudownie potrafi odtworzyć różne okresy „Rozłąka”, wzorem poprzedniczek, została osadzona w egzotycznym klimacie. Tym razem zwiedzamy Malaje, dzisiejszą Malezję. Kraj interesujący, lecz naznaczony kolonializmem. Rdzennych mieszkańców spotykał okrutny los, niegdyś mocno zaangażowała mnie historia tych terenów, więc tym chętniej zgłębiłam się w „Rozłąkę”. Byłam ciekawa, czy autorka odpowiednio ukazała fakty, z dbałością o szczegóły i prawdę. Ta ostatnia jest najważniejsza.


Wyjątkowo muszę zwrócić uwagę na szatę graficzną. Bardzo mnie cieszy, że wszystkie okładki są utrzymane w podobnej stylistyce, toteż tworzą spójną całość i świetnie prezentują się na półce! Takie spojrzenie uprzyjemnia estetom czytanie. Ładne „opakowanie” ciekawie współgra ze stylem pisania Jefferies. Nadal będę utrzymywać, iż nie każdy go sobie upodoba, ale warto dać mu szansę. Poetycki, bogaty w detale. Zazwyczaj ogrom opisów doceniam głównie u klasyków literatury, jednak tutaj robię wyjątek. Autorka subtelnie nadaje życie pozornie zwykłym przedmiotom, choć na największą obserwację zasługuje natura. Obca dla Europejczyków, prezentuje się majestatycznie, niczym przepiękna fotografia.

W domu tata oznajmił, że dostał list od Veroniki i że ona chce przyjść do nas w sobotę na podwieczorek. Nie wiedziałam, co mama by na to powiedziała. Veronicę nawet lubiłam, ale co będzie, jak przyprowadzi ze sobą brata? Zapytałam o to tatę, ale on odpadł, żebym nie był taka wścibska. A babcia dodała, że on i Veronica się przyjaźnią. Veronica miała mieszkanie w Londynie, ale wynajmowała domek w miasteczku zwanym Drake Broughton, jakieś dwadzieścia pięć kilometrów od Cheltenham.

Główny wątek, a mianowicie więź Lydii i Emmy, dogłębnie mną poruszył. Szczególnie dojrzałość dwunastolatki, która musi poradzić sobie z nowym miejscem, brakiem bliskości. Ta tęsknota wręcz wyciska łzy, łatwo można zrozumieć desperację głównej bohaterki, będącej w stanie przemierzyć mnóstwo kilometrów, aby przerwać złą passę, odzyskać dzieci, rozpocząć wszystko na nowo. Odwaga imponuje, zwłaszcza w momencie, gdy na głowę Lydii spada tyle problemów. Podobnym hartem ducha odznacza się Emma. Terroryzowana przez własnego ojca, wrzucona w nowe otoczenie, karana za najmniejsze przewinienie, odesłana do szkoły z internatem. Czy ktokolwiek byłby zdolny odnaleźć się w podobnej sytuacji i się nie załamać?

Dinah Jefferies sprostała moim oczekiwaniom. Solidnie przygotowała się do pracy nad książką, zasięgnęła do wielu źródeł i realistycznie przedstawiła ówczesną egzystencję na Malajach. Należy szepnąć, że przyczyniły się do tego jej własne przeżycia! Urodziła się właśnie tam, więc mogła dodać do powieści swoje spojrzenie, co okrutnie wzbogaciło sens. Raduje mnie, iż w tym przypadku nie postawiono wszystkiego na romanse, a skupiono uwagę na innym rodzaju miłości — rodzica do dziecka. Dodało to świeżości, ale powinnam też nadmienić: w Polsce książki tej autorki są wydawane w odmiennej kolejności niż w oryginale. Dowiedziałam się, że w tym roku opublikowano kolejną pozycję, o tytule „Before the Rains”. Warto czekać na tłumaczenie!

„Rozłąka” to kolejna z książek Jefferies, która powinna spodobać się miłośnikom jej stylistyki. Porządnie skonstruowana, a przy tym ogromnie wzruszająca i oryginalna na tle poprzednich publikacji. Znakomita na sierpniowy wieczór, jeśli pragniemy wypocząć nad lekturą niewymagającą przesadnego skupienia, lecz po prostu dobrą i pozbawioną banału. Nie macie pomysłu na prezent dla mamy, babci lub siostry? Rekomenduję tę powieść!

Minęło popołudnie, zapadał zmierzch. Wiatr porywał liście, wzbijał tumany kurzu. Przemierzała werandę, między drzewami było już ciemno. Pocierała sobie skroń i myślała o czających się tam bagnach i wściekle gryzących owadach. Co jeśli partyzanci naprawdę mają Maza? Zmuszają go do brnięcia przez sięgające mu do piersi rzadkie błoto? Pomyślała o koczowaniu w straszliwych warunkach i o bandytach, którzy porozumiewają się między sobą, udając głosy ptaków, a drutem duszą swoje ofiary. Na śmierć.


AUTOR • DINAH JEFFERIES
TYTUŁ • „ROZŁĄKA”
LICZBA STRON • 448
WYDAWNICTWO • HARPERCOLLINS POLSKA
ISBN • 978-83-27629-27-2

DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU HARPERCOLLINS POLSKA ZA UDOSTĘPNIENIE EGZEMPLARZA RECENZYJNEGO.

1 komentarz:

  1. W takim razie przydałoby się żebym poznała jakąkolwiek powieść tej autorki, bo przyznam, że wcześniej nawet nie kojarzyłam jej nazwiska. Podoba mi się to, że czas akcji jest w dalszej bądź bliższej przeszłości - też lubię tego typu historie ;)

    OdpowiedzUsuń