CORRIE JACKSON • „FASHION VICTIM”


Modelki nęcą nas z pierwszych stron gazet, zawsze nieskazitelne, jaśniejące specyficznym blaskiem. Uśmiechnięte, pięknie ubrane, wydają się być bezgranicznie szczęśliwe. Jakie sekrety kryje świat mody? Czy rzeczywiście jest tak kolorowy, nigdy nie pożera swoich uroczych ofiar?

Sophie Kent jest dziennikarką gazety „The London Herald”. Przechodzi ciężki czas, trudno jej uporać się z prywatną tragedią — uważa się za odpowiedzialną śmierci młodszego brata. Kobieta angażuje się w śledztwo dotyczące morderstwa dokonanego na nastoletnim chłopcu. Przy okazji poznaje Natalię, rosyjską modelkę, która szuka w Anglii szczęścia, pragnie rozwinąć karierę. Natalia okazuje się być ofiarą przemocy. Stopniowo odsłania się przed Sophie. Jednak w ostatniej chwili modelka zmienia zdanie i nie chce podać danych krzywdzącej ją osoby. Ucieka, a parę godzin później znalezione zostaje jej ciało. Kent ma duże wyrzuty sumienia, że nie zdążyła pomóc Natalii. Ginie następna modelka. Sophie postanawia dociec prawdy na własną rękę. Dzięki kontaktom z londyńską policją udaje rozpocząć się rozwikłanie niebezpiecznych tajemnic. Narkotyki, prostytucja, brutalni przestępcy — a sama dziennikarka również może stracić życie…


Moja znajomość thrillerów nadal jest niezadowalająca, ale na pewno lepsza niż dwa lata temu. To właśnie wtedy zaczęłam doceniać pozycje, które mają za zadanie wzbudzić w czytelniku dreszczyk grozy. Przez ten czas doszłam do wniosku, że najodpowiedniejsza pora na sięganie po tego typu literaturę przypada na zimę. Paczka z egzemplarzem „Fashion Victim” była dla mnie sporą niespodzianką i muszę nadmienić, iż wydawnictwo bardzo dba o odpowiednią oprawę promocyjną, co pozytywnie zaskakuje. Proszę sobie wyobrazić — książkę owinięto w imitację taśmy policyjnej. Wystarczy, aby stworzyć ogromne zainteresowanie. Wcześniej nie przeczytałam żadnego opisu, informacja o premierze umknęła mi w zapowiedziach, więc do debiutu Corrie Jackson podeszłam bez wygórowanych oczekiwań. Zależało mi wyłącznie na tym, by lektura okazała się wciągająca. Zdążyłam się nauczyć, że w przypadku thrillerów łatwo popaść w banał.


Fabułę skonstruowano w przemyślany sposób. Jest nie tyle lekka, co przyjazna w czytaniu. Nigdy się nie interesowałam najnowszymi trendami, ale wiem, że modeling to ciężka praca, a spłycanie osób wykonujących ten zawód budzi we mnie złość. Oczywiście, trudno uznać, iż każdy człowiek znajdujący się na szczycie dotarł tam za pomocą anielskich skrzydeł — skojarzenie ze znaną marką bielizny, przypadkowe. Jednak wiele młodych dziewcząt głodzi się, zażywa narkotyki, próbuje wkraść w łaski bogatych biznesmenów i wierzy w zbawcze skutki tego zachowania. Corrie Jackson wniknęła prosto w fundamenty groźnych procederów. Agenci, fotografowie, organizatorzy pokazów — na wszystkich trzeba uważać.

Kiedy Tommy zmarł, regularnie wczołgiwałam się na nieużytek pod mostem, żeby znaleźć się jak najbliżej miejsca, w którym wydał ostatnie tchnienie. Kładłam się pośród szczurów i smrodu, wpatrywałam w betonowe belki, które widział mój brat, i wodziłam palcami po kępkach trawy, których dotykał. W końcu jakiś agresywny bezdomny kazał mi spierdalać, więc teraz zapuszczałam się co najwyżej na brzeg rzeki. Od śmierci Tommy’ego minęło sto dwadzieścia osiem dni, a ja się dusiłam.

Możliwe, że sam pomysł na akcję nie jest wybitnie oryginalny. Lecz jej poprowadzenie robi wrażenie. Autorka zgrabnie porusza się po kolejnych wydarzeniach, wodząc czytelnika za nos. Atmosfera zagrożenie bije z każdej strony. Opisy, owszem, są brutalne, ale nie aż tak szokujące, jakby mogło się wydawać. Utrzymano granicę między okrucieństwem a niesmakiem. Zdarzało mi się trafiać na książki, gdzie dosłownie przesadzano z ilością wymyślnie zbezczeszczonych zwłok, a krew lała strumieniami. Dobrze, iż Jackson pozostawiła nutkę tajemnicy, umiała wyważyć proporcje, co jest trudną sztuką.

Główna bohaterka przypadła mi do gustu. Cieszę się, że to kobieta, żeńskie postaci jakoś mnie ujmują od chwili sięgnięcia po „Milczenie owiec”, a tam prym wiedzie Clarice Starling. Właściwie, widzę teraz, iż Sophie Kent jest do niej całkiem podobna. Podczas lektury „Fashion Victim” kibicowałam dziennikarce, a została stworzona z  wielką dbałością. Ma swoje wady, bywa impulsywna, co owocuje potknięciami w śledztwie. To nadaje naturalności, pożądanej we współczesnej literaturze. Jej odwaga imponuje, Kent potrafi postawić wszystko na jedną kartę, poświęcić własne bezpieczeństwo, aby dotrzeć do najciemniejszych zakamarków sprawy. Warto wspomnieć, żę to dopiero pierwszy tom przygód Sophie, czekam na następne.

„Fashion Victim¨ zdecydowanie spodoba się osobom, które chciałyby rozpocząć „znajomość” z kryminały i thrillerami. To naprawdę dobry pomysł na przekonanie się do tych gatunków. Debiut Corrie Jackson wróży jej świetlaną karierę, sama mam ogromną nadzieję, że autorka nie spocznie na laurach, a kolejne perypetie Sophie Kent będą równie frapujące.

Westchnęłam ze zniecierpliwieniem. Jak on mógł nadawać losowi Natalii pozytywny wydźwięk? Przecież nie trafiła do nieba na puszystej białej chmurce. Spotkało ją coś brutalnego. Udawanie, że stało się inaczej, było jawną hipokryzją. Widziałam zbyt wiele pozbawionych sensu tragedii, by uwierzyć w istnienie Boga. Przed zaledwie sześcioma tygodniami pisałam o zabójstwie uroczego Hindusa, który pracował po osiemnaście godzin dziennie, żeby jego narożny sklepik nie zbankrutował.


AUTOR • CORRIE JACKSON
TYTUŁ • „FASHION VICTIM”
LICZBA STRON • 384
WYDAWNICTWO • W.A.B.
ISBN • 978-83-28048-14-0

DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU W.A.B. ZA UDOSTĘPNIENIE EGZEMPLARZA RECENZYJNEGO!


CHCECIE PRZECZYTAĆ RECENZJĘ RAZ JESZCZE?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz