MÅRTEN MELIN • „CHŁOPAK Z LASU”


Każdemu zdarzyły się nudne wakacje, niekiedy na odludziu. Co można tam robić? Wszystko potrafi ulec zmianie, gdy spotykamy odpowiedniego człowieka. Właśnie — czy istnieje pewność, że to ludzka istota?

Trzynastoletnia Mona spędza wakacje w dość ustronnym miejscu. Jej rodzice się rozstali, dziewczyna mieszka z zapracowanym ojcem. Nie dogaduje się także z mamą, która skupia się na karierze politycznej i nowym partnerze. Znudzona Mona utrzymuje formę, dużo biega i pływa. Pewnego dnia na pomoście spotyka specyficznego chłopaka o imieniu Mikael. Ma zmierzwione włosy, nienawidzi wody, jednak pod warstwą brudu widać piękną twarz. I intensywnie zielone oczy. Dziewczyna od razu zaczyna czuć do niego dziwne przywiązanie. Jednak Mikael nie jest skłonny, aby odpowiadać na dręczące Monę pytania. Kim jest, co robi? Dlaczego wzbudza w niej tak skrajne emocje? I co sprawia, że ciągle znika? To denerwujące. Zwłaszcza, jeśli czeka się na kolejne spotkanie…

Nastolatką nie jestem już od pewnego czasu, ale nadal lubię sięgać po powieści przeznaczone do młodszych czytelników. I przyznam, że na rynku pojawia się cała masa świetnych pozycji. Przyjemnie wrócić do takich książek, móc na nie spojrzeć z innej perspektywy. Tak miałam w przypadku „Chłopaka z lasu”. Tradycyjnie — zauroczyło mnie wydanie. Niepozornych gabarytów, za to z prześliczną okładką. Do tego grube stronice, ciesząca oko czcionka. Tak przygotowana zawsze czytam z ogromną radością. Zwłaszcza, gdy mam ochotę na lżejszą fabułę. Nie spodziewałam się jednak, że Mårten Melin wzbudzi we mnie tyle emocji. Samych pozytywnych, oczywiście. Tym sposobem poznałam wspaniałą książkę. I z ochotą polecę ją osobom w różnym wieku! Gwarantuję — takie kryterium nie jest żadnych wyznacznikiem, gdy trafia się na coś godnego uwagi. Coś uroczego i niebanalnego.

Do powieści Melina podeszłam z ochotą, ale też dystansem. Jak wspomniałam, w ostatnich latach powstało dużo świetnych propozycji dla nastolatków, ale też sporo kiepskich. Przejaskrawionych. Albo zupełnie miałkich i pozbawionych wyrazu. Tym razem jednak pozytywnie się rozczarowałam. „Chłopaka z lasu” przeczytałam bardzo szybko, w zaledwie wieczór. Wciągnęła mnie historia Mony i Mikaela. Przedstawiono ją w sposób dostępny i naturalny. Bez problemu potrafiłam wczuć się w perypetie bohaterów, zrozumieć ich uczucia i przemyślenia. Do tego stopnia, że sama zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak postąpiłabym w pewnych momentach. A właśnie tak powinna działać dobra lektura.

Poszłam do swojego pokoju i trzasnęłam drzwiami. Podniosłam z biurka telefon. Po co wspominałam o mamie? Kompletna głupota. Tata nie chciał o niej słyszeć. Właśnie dlatego zamieszkaliśmy tutaj, że mama została w mieszkaniu w mieście. Albo raczej u tego gościa, którego poznała. Choć teraz była na jakimś wyjeździe. Ale tata i tak nie chciał wracać do domu.

Styl pisania Melina jest pełen młodzieżowych zwrotów, ale nie ma w tym budzącego politowanie przesadyzmu. Dialogi, opisy — wszystko rozmieszczono w odpowiednich proporcjach, co sprawia, że z łatwością unika się nudy. Akcja dzieje się w Szwecji. W tle poznajemy charakterystyczne dla tamtejszej kultury baśnie. I są one ważną osią dla całej książki. Bardzo ciekawie się je odkrywa, przybliżają szwedzki folklor. Przy tej okazji przypomniały mi się „Dzieci z Bullerbyn”, gdzie również można było zgłębić się w magiczne opowieści, pełne stworów.

Para głównych bohaterów wzbudza ogromną sympatię! Mona jest zwariowaną dziewczyną, a jej komentarze doprowadziły mnie kilka razy do szczerego śmiechu. Jednocześnie czuć jej zagubienie wynikające z braku porozumienia. Rodzice, szczególnie matka, nie mają czasu na zgłębienie się w emocje córki. Chyba dlatego Mona przelewa miłość na Mikaela. Jego postać od samego początku kusi tajemnicą, ale też uroczą osobowością. Chętnie obejrzałabym film zrealizowany na podstawie książki. A jeszcze mocniej liczę na kontynuację „Chłopaka z lasu”. Powieść zakończono w takim momencie, gdzie czeka się na dalsze przygody! Panie Melin, apeluję — proszę zabrać się do pracy! Chyba jestem niecierpliwa.

Jeszcze raz podkreślę — „Chłopaka z lasu” może przeczytać i rodzic, i dziecko. Każdy spojrzy na tę fabułę inaczej, co powinno stać się miłym bodźcem dla rozmowy. Dajcie się porwać Mikaelowi, utońcie w jego zielonych oczach. I nie zapomnijcie o towarzyszącej Wam Monie.

Mikael szedł przodem, ja tuż za nim. Miałam straszliwą ochotę wziąć go za rękę, ale nie zrobiłam tego. Może by pomyślał, że to obciach. Prawdę mówiąc, bez niego miałabym tu niezłego cykora. Nie wiem, jak sama trafiałabym do domu. Choć może i przy Mikaelu powinnam mieć cykora. Nie był taki jak inni, że tak powiem. Ale nie bałam się. Doszliśmy do pnia i ścieżki, Mikael (jak zwykle) nic nie mówił, tylko szedł przed siebie.

AUTOR • MÅRTEN MELIN
TYTUŁ • „CHŁOPAK Z LASU”
LICZBA STRON • 208
WYDAWNICTWO • ZAKAMARKI
ISBN • 978-83-7776-068-0

DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU ZAKAMARKI ZA UDOSTĘPNIENIE EGZEMPLARZA RECENZYJNEGO.



14 komentarzy:

  1. Jeśli przypomniała Ci Dzieci z Bullerbyn to chętnie przeczytam: p

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam, ale jeżeli jest chociaż troszkę podobne do "Dzieci z Bullerbyn" tak jak piszesz to z chęcią sięgnę. ;)
    Buziaki. :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuć taką atmosferę typową dla Szwecji. :)

      Usuń
  3. Lubię takie pozycje i dla dzieci, i dla dorosłych, dlatego jeśli trafi się okazja, z chęcią sięgnę po "Chłopaka z lasu" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również uwielbiam książki, które potrafią zaciekawić osoby w różnej grupie wiekowej. :)

      Usuń
  4. Ja sama jakoś niechętnie, moja córa jest jeszcze za mała, ale wiem, komu ta książka powinna się spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest skierowana głównie do młodszych nastolatków. :)

      Usuń
  5. O, nie powiem, chciałabym ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pozycja chyba nie dla mnie. Ale kiedyś, kto wie :)
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama często zmieniam zdanie względem książek! ;)

      Usuń
  7. Opis przypomina mi trochę książkę "Ten obcy", nawet nie trochę a bardzo :)
    Sama recenzja nie wzbudziła we mnie na tyle pozytywnych emocji, abym bardzo chciała tę księżkę przeczytać, jednak może kiedyś, kto wie.
    Jak dla mnie okładna też nie jest jakaś szałowa, ale o gustach się nie dyskutuje ^^
    Pozdrawiam!
    zapomniane-regaly.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. :) Zapomniałam o tym wspomnieć, ale moje początkowe wrażenie było takie samo. Z tą różnicą, że w książce Melina główny bohater zahacza w pewnym momencie o baśń, magię. Jednak podobieństwo do Zenka — uderzające.

      Usuń