ANNA MCPARTLIN • „GDZIEŚ TAM, W SZCZĘŚLIWYM MIEJSCU”


Inność — czy jest powodem do wstydu, gdy nikogo nie rani? Wydaje się, że wszystko w życiu powoli dobiega normy. Wydaje się, bo głosik z tyłu głowy ciągle powtarza, iż zdecydowanie różnimy się od rówieśników. Warto ukrywać prawdziwe uczucia i grać kogoś zupełnie dla siebie obcego?

Maisie niegdyś wyszła za człowieka, który ją zgwałcił. Pocałunek przemienił się w brutalny akt, którego konsekwencją okazał się ślub, nieplanowana ciąża i założenie rodziny. Rodziny nieszczęśliwej i zastraszonej, bo Danny to prawdziwy kat. Czy po ucieczce od kogoś takiego można zaznać spokój? Maisie po dwudziestu latach od tragicznej śmierci syna, Jeremy’ego, znajduje odwagę, aby opowiedzieć swoją i jego historię. O kobiecie, która zawsze musiała być silna i nastolatu próbującym stać się „normalnym”. Co dokładnie oznacza to słowo i dlaczego Jeremy musiał w imię tego stracić ledwo rozpoczęte życie?

Podeszłam do tej książki dość lekko. Tym bardziej, że od początku znane jest wszystkim zakończenie — jeden z głównych bohaterów ginie. Początkowo sądziłam, iż niepotrzebnie zdradzono tak ważną informację, od razu, na pierwszych stronach. Może autorka nie przemyślała tego zabiegu? Jednak z kolejnymi kartkami już wiedziałam, to nie była żadna pomyłka. Ta śmierć może łamać serca, ostrzegam. Przyznaję, podeszłam bardzo emocjonalnie do tematu, uroniłam parę łez, ale tuż po ochłonięciu zaczęłam myśleć nad tym, co Anna McPartlin próbowała przekazać. Bomba pełna refleksji, a nieopacznie zrezygnowałabym z lektury. Nie byłam do niej przekonana, chciałam ją zostawić. Kręciłam nosem na zachowania Maisie, zastraszonej i zmęczonej. „Ja zachowałabym się inaczej” — na pewno? Jak łatwo oceniać, z perspektywy dość poukładanej rzeczywistości. A ile jest na świecie kobiet, które codziennie muszą walczyć z niezwykłe poważnymi problemami, a mimo tego prą naprzód? Całe mnóstwo.


Absolutnie zauroczył mnie sposób tytułowania rozdziałów. Składają się one z piosenek. Warto się z nimi zapoznać, bo są cudowne i idealnie pasują do akcji. Świetna ścieżka dźwiękowa. Wiem, że ten pomysł staje się coraz popularniejszy, ale nie narzekam na tę modę. Dla osób, które przepadają za muzyką to dodatkowy atut i możliwość głębszego zrozumienia bohaterów. Jakbyśmy oglądali stworzony przez naszą wyobraźnię film. A zaręczam — w tej książce nie brak niespodzianek, wartkości. I nieubłaganego końca, do którego zmierzają kolejne wypadki. Momentami miałam ochotę cisnąć swoim egzemplarzem o ścianę, bo chyba za mocno zaczęłam współczuć większości bohaterów.

Czasem, kiedy spędzali razem czas, uśmiechał się tak mocno, że bolała go twarz. Jednak ostatnio Deirdre była w gorszym nastroju. Jeremy miał nadzieję, że chodzi tylko o tę parszywą przygodę. Usiedli w kręgu, na wilgotnej ziemi pod drzewem. Rave jak zwykle w środku. Jeremy często się zastanawiał, jak to się dzieje, że ludzie po prostu do niego lgnęli. Kiedy on coś mówił, wszyscy słuchali. To on łączył całą ich paczkę. Jeremy i Rave przyjaźnili się od czwartego roku życia.

Tak, to właśnie oni są najmocniejszym punktem całości. Szczególnie wielokrotnie wspominany Jeremy, z którym czytelnik nawiąże więź od razu. Nie jest ideałem, jakby mogło się wydawać — byłoby nudno. Ma swoje wady, ogromne rozterki, przez co staje się bardziej ludzki. Czytając myślałam o Matthew Shepardzie, którego historię warto poznać. Polubiłam też Freda, wydawał się być zbyt miękki i nieporadny. A jednak pokazał oblicze osoby potrafiącej obronić ukochane osoby. I jako wisienka na torcie, babcia Bridie! Zmagająca z demencją, ciągle wspominająca męża, powoli zamykająca w swoim świecie. Ale ciągle dbająca o dobro córki i wnucząt.

Czy to powieść tylko o Jeremym? Nie. McPartlin pokazała różne problemy. Z wielu perspektyw. Gwałt, przemoc domowa, radzenie sobie z człowiekiem chorym, homoseksualizm, uzależnienie od narkotyków. Ciężkie tematy, ale potrzebne. Często zdarza się, że dany autor nie jest w stanie tego udźwignąć, wypada pompatycznie albo po prostu banalnie. Tym razem trafiłam na kawałek dobrej literatury, na długo pozostającej w głowie. W pewnej chwili było mi szkoda, że Maisie to postać fikcyjna. Chciałoby się ją uściskać. Ale wokół żyje dużo takich ludzi, monstrualnie silnych. Samo czytanie przysporzyło tylu emocji, co musiała czuć McPartlin, gdy tworzyła? Czekam na jej dalszą twórczość.

„Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu” polecam przede wszystkim tym, którzy nie boją się trudów i wzruszeń. Warto zaopatrzyć się w paczkę chusteczek, przygotować na późniejsze refleksje. Czy doczekamy happy endu w tak smutnej opowieści? Musicie sprawdzić sami.

Otworzyła drzwi do pokoju Rave’a i nagle znalazła się w zupełnie innym świecie. Ta przestrzeń w niczym nie przypominała reszty domu. Panował tu idealny porządek. Przez lekko uchylone okno do środka dostawało się świeże powietrze, każde ubranie zostało starannie powieszone albo ułożone w szafie, a grzebień i szczotka leżały obok siebie na komodzie. Wszystko znajdowało się na swoim miejscu, wszystko wyglądało nieskazitelnie.

AUTOR • ANNA MCPARTLIN
TYTUŁ • „GDZIEŚ TAM, W SZCZĘŚLIWYM MIEJSCU”
LICZBA STRON • 397
WYDAWNICTWO • HARPERCOLLINS POLSKA
ISBN • 978-83-276-2071-2

DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU HARPERCOLLINS  POLSKA ZA UDOSTĘPNIENIE EGZEMPLARZA RECENZYJNEGO.

12 komentarzy:

  1. Tak podejrzewałam, że i ta książka McPartlin będzie zbierać pozytywne recenzje. :) Narobiłaś mi na nią smaka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lektura poprzedniej książki jeszcze przede mną, ale jestem bardzo jej ciekawa. :)

      Usuń
  2. Obok tej ksążkini emożna przejść obojętnie. Będę jej wypatrywać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dla mnie to byłą prawdziwa bomba emocji. zapamiętam ją na długo. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja też będę często do niej wracać myślami!

      Usuń
  4. Ale zgrałyśmy się z recenzjami! :) Książka bardzo przypadła mi do gustu. Ta historia na długo pozostanie w mojej pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby więcej takich świetnych pozycji! :)

      Usuń
  5. Lektura na liście do przeczytania. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja lista ciągle się wydłuża. :D

      Usuń
  6. Zachęciłaś mnie do sięgnięcia po ten tytuł. Przy takiej tematyce zawsze boje się, że autor(ka) nie będzie w stanie zaoferować nic ponad utarte truizmy, ale skoro powieść nie ma tej pompatycznej otoczki, to chętnie się nią zainteresuję. ;)

    Pozdrawiam! ♥
    Nierecenzja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdecydowanie pozycja warta przeczytania. Właśnie ze względu na szczere i mocne podejście do tematu. :)

      Usuń