KRISTINA SANDBERG • „URODZIĆ DZIECKO”


Możemy być w związku, a mimo tego odczuwać ogromną samotność. Złe wybory niosą ze sobą fatalne konsekwencje. Próba ucieczki od dotychczasowego życia wymaga wiele odwagi, ale nie zawsze ma szansę bytu. Żona, matka, gospodyni. Czy jest opcja idealnego grania tych wszystkich ról i udowodnienia innym, że jest się cokolwiek wartą?

Maj ma zaledwie dwadzieścia lat. Mieszka na szwedzkiej prowincji. Nieustannie pragnie wyrwania z domu i rozpocząć nowe życie. Finalnie znajduje pracę w mieście — zatrudnia się w cukierni, wynajmuje pokój. Pewnej niedzieli wyrusza na wycieczkę, nad morze. Poznaje tam Tomasa Berglunda, mężczyznę o sporo od siebie starszego. Ten momentalnie zaczyna coś do niej czuć. Jednak Maj ciągle myśli o byłym chłopaku, Eriku. Dziewczyna nie wytrzymuje, gdy po raz kolejny się rozstają. Oto ostatnia kropla w czarze goryczy. Postanawia wyjść za mąż — za Tomasa. Decyzję pomaga jej podjąć też inna okoliczność. Małżeństwo z synem bogatego fabrykanta to dla Maj ogromny awans społeczny, ale wówczas jeszcze nie wie, iż spotka ją kilka przykrych sytuacji…

Literatura szwedzka jest specyficzna. Istnieje charakterystyczny rys, który nie każdemu przypadnie do gustu. Ja dopiero niedawno nauczyłam się doceniać te niuanse, będące całkiem interesującą odskocznią od powieści amerykańskich lub brytyjskich. Przyznaję, w przypadku „Urodzić dziecko” dużą rolę odegrała okładka. Utrzymana w staromodnym klimacie, sam opis, oczywiście, zachęcił mnie do zaznajomienia z Kristiną Sandberg. Przepadam za fabułami osadzonymi w innych czasach. Tym razem przenosimy się o osiemdziesiąt lat wstecz — robi wrażenie. To był trudny okres dla kobiet, gdy musiały pełnić wyznaczone przez społeczeństwo funkcje, nie wychylać zbyt mocno, skupiać przede wszystkim na rodzinie. Taka sytuacja wyglądała podobnie w wielu krajach, aczkolwiek od dawna zamierzałam przyjrzeć się pod owym kątem właśnie wspomnianej Szwecji. Nadeszła odpowiednia okazja, którą postanowiłam wykorzystać. Wszystko z pomocą Sandberg. Fascynująca podróż, choć pełna sprzeczności.


Powieść ma swój nieregularny rytm. Przyspiesza, zwalnia, to ciągła wędrówka za słowami. Barwnymi, drobiazgowymi. Autorka skupia się nawet na najmniejszych detalach, tutaj każda kropka posiada konkretny cel. Całokształt rzeczywiście emanuje skandynawskim chłodem, mozolnie idzie próba zgrabnego oddania emocji, które przybywają. Mieszanka melancholii i nadziei. Początki były dla mnie trudne, bo potrzeba czasu, aby poczuć tę książkę. Stopniowo się w niej zanurzać, jak w morzu, inaczej zimno mrozi do szpiku kości. Wiem, że grupka osób zrezygnowałaby po pierwszych stronach, więc apeluję: dajcie książce szansę, odłóżcie, wróćcie za pewien czas. Wsłuchajcie w siebie i wybierzcie odpowiedni moment.

Za późno, żeby usprawiedliwić się migreną czy zawrotami głowy, jak jego matka — nie, nie będzie się usprawiedliwiać. Nie włoży malinowej sukienki. Wybierze czarną spódnicę Ragny i bluzkę w gołębim kolorze, zapiętą pod samą szyję. Sweterek, płaszcz i taki zabawny kapelusik. Przeciągnie usta szminką, nałoży tusz na rzęsy. Przeciągnie kilka razy szczotką po włosach, które w lustrze wyglądają nagle na całkiem ładne. A gdyby tak pojechała do Sztokholmu i została modelką? Erik chyba pisał jej o tym.

Nie znajdziemy wartkiej akcji i miliona tajemnic do odkrycia. Sensem jest nawiązanie relacji z główną bohaterką, wniknięcie w jej umysł i potrzeba zrozumienia tej ciężkiej sytuacji. Maj sprawia wrażenie antypatycznej, czasami pojawia się chęć, by nią potrząsnąć. Chwilowa chęć, naturalnie muszę nadmienić. Mamy do czynienia z postacią tragiczną, będącą w beznadziejnym położeniu. Wręcz klaustrofobicznie uczepioną utartych schematów, pragnącą na nowo odnaleźć swoje miejsce w życiu. Gdyby tylko mogła. Równocześnie dojrzewa i dziecinnieje, łaknąć miłości, obwiniając o zawód, którego doznała poprzez nieszczęśliwe małżeństwo. Rozżalenie bije z każdej strony.

Smaczna kolacja, czysta podłoga, grzeczne dzieci. Oto przepis na idealne życie rodzinne, okraszone podporządkowaniem mężowi. Ten gorzki wydźwięk płynący z „Urodzić dziecko” może szokować, ale też sprawia, że jesteśmy w stanie skonfrontować przeszłość z teraźniejszością. Dostrzegamy iście okropną prawdę z faktu, iż aktualnie bywa trochę lepiej, lecz nadal istnieją rodziny, gdzie kobietę można określić jako „podnóżek”. Kristinę Sandberg wyróżnia zdolność obserwacji, dzięki temu łączymy się mentalnie z minionymi pokoleniami, szukając podobieństw i różnic. Intrygujące, bolesne. Maj rozrywa na kawałeczki swą osobowość, każdy element oddając innemu człowiekowi, a nie umie zbudować trwałej więzi. Okropnie cierpi. Ile takich bezbronnych istot spotykamy codziennie? Dobre pytanie. Odrobinę retoryczne.

„Urodzić dziecko” jest powieścią niebanalną i refleksyjną. Dość trudna, zmusza do mnóstwa przemyśleń, często przytłaczających. Myślę, że lekturę należy zostawić sobie na wolny wieczór, gdy nic nie zakłóci spokoju. Wtedy ta cała głębia naprawdę dotrze, a warto — oczekuję kolejnych dwóch części, bardzo się wciągnęłam w historię Maj. Mam nadzieję, iż Was również zainteresuje.

Tomas rzadko jada lunch w domu. Chciałaby, żeby wracał do domu na lunch? Tak. To byłby wyraz jego troski. Nawet, jeśli w tej chwili nie bardzo ma ochotę na pieszczoty i czułości, to przecież doskonale wie, za czym Tomas tęskni. Wie też, co lubi jeść. Smażony łosoś musi być dobrze posolony i dobrze wysmażony, żeby skóra się skręciła, podaje ją zawsze obok.


AUTOR • KRISTINA SANDBERG
TYTUŁ • „URODZIĆ DZIECKO”
LICZBA STRON • 608
WYDAWNICTWO • PRÓSZYŃSKI I S-KA
ISBN • 978-83-8097-116-5

DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU PRÓSZYŃSKI I S-KA ZA UDOSTĘPNIENIE EGZEMPLARZA RECENZYJNEGO.

4 komentarze:

  1. Kiedy tylko ujrzałam tę książkę w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją poznać. Na szczęście czeka już na czytniku. Mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niecierpliwie czekam na kolejną część!

      Usuń
  2. Uwielbiam skandynawską literaturę (i to nie tylko kryminały), więc chętnie zapoznam się z powieścią Sandberg. Szczególnie, że może to być ciekawe porównanie - Szwedki są przecież dziś jednymi z najbardziej wyemancypowanych kobiet, dlatego wyobrażenie ich zniewolonego życia z lat trzydziestych może naprawdę wiele pokazać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Idealnie można zestawić przeszłość z teraźniejszością, zobaczyć ewolucję poglądów. Surowa narracja potęguje efekt. :)

      Usuń